Dajmund Danuta, Autorzy tekstów

Dwie drogi, jedna Meta – Święci Papieże Jan Paweł II i Jan XXIII

Danuta Dajmund

dodane 2014-04-02 14:20

Jego odchodzeniu towarzyszy uwaga i modlitwa całego świata i Kościoła, a w Rzymie czuwanie tłumów na Placu św. Piotra. Podobna atmosfera zagości tu 42 lata później, kiedy świat będzie żegnał wielkiego kontynuatora pasterskiej drogi Jana XXIII – Papieża z Polski, Jana Pawła II.

Podczas pewnego spotkania poprzedzającego kanonizację dwóch Papieży, ksiądz Sławomir Oder – postulator procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego Jana Pawła II wyraził przekonanie, że żyjemy w czasach wielkich i świętych papieży oraz w epoce świetności papiestwa. Dlatego, jego zdaniem, uroczystość kanonizacji Jana XXIII i Jana Pawła II to jeszcze jedna okazja, by dziękować Bogu za ten wielki dar.

Plan Opatrzności

Pamiętam, że na kilka miesięcy przed terminem tego wielkiego wydarzenia, niektóre media sugerowały, iż wspólna kanonizacja Jana XXIII i Jana Pawła II jest próbą umniejszenia świętości jednego z nich. To zupełny absurd, zważywszy na fakt, że jest to po prostu niemożliwe, gdyż świętym zostaje się już za życia, zaś Kościół jedynie potwierdza ten fakt.

Mam sporo szczęścia, bo moje pokolenie zarówno o jednym, jak i drugim świętym Papieżu mogło mówić „nasz Papież”. Szczerymi łzami dziecka opłakiwałam śmierć Jana XXIII, a moja wczesna młodość wypełniona była fascynacją osobą dobrego Papieża Jana. Kiedy już dorosłam, dane mi było wraz z moimi rodakami dzielić dumę z Papieża-Polaka, który potem, przez 27 lat swego pontyfikatu uczył mnie i moje dzieci, jak żyć i kochać Jezusa. Nauczył mnie i tego, że – podobnie jak Papież Jan – należy do całego świata i nam – Polakom – nie wypada go sobie „przywłaszczać”.

Dlatego myślę, że dziś, zamiast takich czy innych spekulacji, warto jeszcze raz przyjrzeć się sylwetkom obu świętych Pasterzy i drogom, które prowadziły ich do świętości. Kto wie, może niejako przy okazji, odkryjemy genialny plan Bożej Opatrzności, dzięki któremu Kościół potwierdził świętość Jana XXIII i Jana Pawła II tego samego dnia?

Student, żołnierz, ksiądz

Wszystko zaczyna się 25 listopada 1881 roku w miejscowości Sotto il Monte we włoskiej diecezji Bergamo. Tego dnia w wielodzietnej rodzinie chłopskiej przychodzi na świat chłopiec – Angelo Giuseppe Roncalli. Na religijne wychowanie pogodnego i pobożnego chłopca duży wpływ wywiera zwłaszcza jeden z jego wujów oraz proboszcz rodzinnej parafii, ks. Francesco Rebuzzini. Toteż nie dziwi, że zaledwie trzy lata po I Komunii i Bierzmowaniu Angelo wstępuje do seminarium. Ma wtedy… jedenaście lat. Szybko doceniono jego zdolności, więc w 1901 roku, dzięki stypendium dla wyróżniających się alumnów, Angelo Roncalli może rozpocząć naukę w Papieskim Seminarium Rzymskim.

Po rocznej służbie wojskowej uzyskuje doktorat z teologii i 10 sierpnia 1904 roku w Rzymie zostaje wyświęcony na kapłana. W kolejnym roku rozpoczyna posługę jako sekretarz biskupa Bergamo. Pełni ją do 1914 roku. Równocześnie wykłada w miejscowym seminarium i współpracuje z pismami katolickimi. Najwięcej jednak czasu poświęca swej głównej „miłości” – posłudze duszpasterskiej – opiekując się grupami Akcji Katolickiej. Kiedy w 1912 roku ks. Roncalli przebywa we Wiedniu, odwiedza Węgry, a następnie udaje się do Krakowa, gdzie w katedrze na Wawelu odprawia Mszę Świętą. To jego pierwsza wizyta w Polsce.

Pierwsza wojna światowa stawia przed ks. Roncallim inne niż dotąd wyzwania. Zapamiętano go, jak w pokrwawionej sutannie biega od jednego rannego do drugiego, by nieść im pomoc, ulgę w cierpieniu oraz duchową pociechę – początkowo jako sanitariusz, później jako kapelan szpitalny.

W 1919 roku trzydziestoośmioletni kapłan zostaje ojcem duchownym w seminarium w Bergamo. W czasie, gdy pełni tam swą posługę, zgłębiając równocześnie duchowość Franciszka Salezego i Karola Boromeusza – ukochanych świętych, którzy zawsze bardzo go inspirowali – 18 maja 1920 roku w dalekiej Polsce, w rodzinie Państwa Wojtyłów, swoje życie rozpoczyna inny Karol.

Dorastanie serca

Upłynie wiele lat, zanim ich ścieżki się spotkają. Do tego czasu Karol Wojtyła będzie musiał przejść niełatwą drogę. Jako dziewięciolatek traci matkę; Pani Emilia nie doczekała nawet I Komunii syna. Także lata gimnazjalne Lolka znaczone są cierpieniem, umiera bowiem jego ukochany, starszy brat, Edmund. Te straty sprawiają, że serce Karola musi wcześnie „dorosnąć”. Tę dojrzałość dopełnią łaski sakramentu Bierzmowania, który przyjmuje w 1938 roku, mając 18 lat. To był rok obfity w wydarzenia: matura zdana z bardzo dobrym wynikiem, kursy przysposobienia wojskowego, przeprowadzka wraz z ojcem do Krakowa, początek studiów na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego no i debiut sceniczny przed krakowską publicznością. Wydaje się, że przyszłość młodego Karola Wojtyły zaczyna się krystalizować. Nikt nie przeczuwa, że wojna, która wkrótce wybuchnie, skoryguje scenariusz jego życia.

Dla ks. Roncalliego lata poprzedzające wybuch drugiej wojny światowej także obfitują w zmiany istotne dla jego przyszłości. W 1921 roku zostaje powołany do pracy w Kongregacji Rozkrzewiania Wiary w Rzymie, a już po czterech latach papież czyni go wizytatorem apostolskim w Bułgarii i biskupem. Przy okazji swego pobytu w Bułgarii, 17 sierpnia 1929 roku ponownie odwiedza Polskę, a w jasnogórskiej księdze pamiątkowej zostawia słowa: „Niech będzie pokój w mocy Twojej, Królowo Polski, i obfitość w wieżycach Twoich”. Miłość do Czarnej Madonny będzie mu towarzyszyć już do samej śmierci.

Dyplomata i kardynał

Mottem posługi pasterskiej biskupa Roncalliego stały się słowa bardzo odpowiednie dla zbliżających się, niespokojnych czasów. „Posłuszeństwo i pokój” – to również dobre hasło dla człowieka pełnego ewangelicznej dobroci i Bożego pokoju. Słowa te znajdą swoje potwierdzenie po dziewięciu latach owocnej posługi w Sofii, kiedy w 1935 roku biskup Angelo Roncalli zostanie delegatem apostolskim w Turcji i Grecji. To tam zastaje go wojna. Tam też kształtuje się jego ekumeniczna duchowość, nawiązuje bowiem pierwsze braterskie kontakty z chrześcijanami obrządku wschodniego, a także z muzułmanami. To trudne zadanie ułatwia mu łagodny i serdeczny styl bycia i umiejętność nawiązywania kontaktów z innymi. W Grecji zapamiętany zostaje szczególnie jako ten, który wielu Żydom ułatwił ucieczkę przed nazistowskimi prześladowcami, dzięki specjalnej wizie tranzytowej Delegatury Apostolskiej.

U schyłku 1944 roku kolejny Papież – Pius XII – mianuje go nuncjuszem apostolskim w Paryżu. Swoim zwyczajem Angelo stara się i tu dotrzeć do tych, którzy w danym momencie najbardziej cierpią. Tym razem pomaga więc niemieckim jeńcom wojennym. Wielu z nich dzięki jego pomocy może studiować teologię.

Po zakończeniu wojny udaje mu się też załagodzić napięte stosunki pomiędzy rządem francuskim i biskupami, dowodząc tym samym sporych zdolności dyplomatycznych. Kilka lat później, w 1951 roku podejmuje nowe obowiązki jako stały obserwator Stolicy Apostolskiej przy UNESCO w Paryżu, ciesząc się powszechną sympatią. 12 stycznia 1953 roku Papież Pius XII postanawia wynieść biskupa Roncalliego do godności kardynalskiej i mianuje go patriarchą Wenecji. Po sześciu latach, kochany przez Wenecjan 77-letni patriarcha pewnie się nie spodziewa, że 28 października 1958 roku, zostanie wybrany papieżem. Przyjmuje imię Jana XXIII, do historii przejdzie jednak jako dobry Papież Jan.

Aktor, naukowiec, biskup

W nieco inne wyzwania obfituje w tym czasie życie Karola Wojtyły. W obliczu niemieckiej agresji wraz z ojcem próbuje uciec na wschód z zamiarem wcielenia się do Armii Polskiej, ale gdy ze wschodu nadciąga inny agresor, wraca do Krakowa. Fiaskiem kończy się też próba kontynuowania studiów, gdyż Niemcy zamknęli uniwersytet. W 1940 roku, podczas rekolekcji, Karol poznaje Jana Tyranowskiego – krawca, który pobudza go do działalności apostolskiej i filozoficznej. W 1940 roku podejmuje też pracę zwykłego robotnika w Zakładach Chemicznych Solvay. Kiedy w lutym 1941 roku umiera ojciec Karola, to trudne dla wrażliwego, kolejny raz osieroconego młodzieńca doświadczenie, pomaga mu przeżyć zaangażowanie w działania konspiracyjnego Teatru Żywego Słowa, zwanego potem Teatrem Rapsodycznym.

Rok później w życiu Karola Wojtyły następuje jednak zasadniczy, przez wielu zupełnie nieoczekiwany zwrot. W październiku 1942 roku wstępuje do działającego w konspiracji seminarium duchownego, równocześnie kontynuując pracę, jako robotnik. To także czas kolejnych doświadczeń. Najpierw, tylko dzięki pomocy przypadkowych przechodniów, uchodzi z życiem spod kół niemieckiej ciężarówki, a nieco później Bożej Opatrzności zawdzięcza uniknięcie łapanki i wywiezienia do obozu. Dzięki temu, że w sierpniu 1944 roku arcybiskup Sapieha postanawia ukryć kleryków w pałacu biskupim, Karol w miarę bezpiecznie może kontynuować naukę aż do zakończenia wojny.

Pod koniec sierpnia 1946 roku młody alumn kończy studia teologiczne, a dwa miesiące później, 1 listopada 1946 roku przyjmuje święcenia kapłańskie z rąk kardynała Sapiehy i odprawia swoje pierwsze Msze Święte. Po kilkunastu dniach jest już w Rzymie, gdzie podejmuje studia doktoranckie z teologii i filozofii na Papieskim Uniwersytecie Dominikańskim. Po uzyskanym 3 lipca 1947 roku licencjacie z teologii, na prośbę kardynała Sapiehy Karol udaje się do Francji, Belgii i Holandii, by poznać duszpasterstwo zachodniej Europy.

Do kraju wraca w lipcu 1948 roku po pomyślnie zdanych egzaminach doktorskich i obejmuje swoją pierwszą placówkę, jako wikary w podkrakowskiej Niegowici. Rok później, w parafii św. Floriana w Krakowie, rozpoczyna posługę w duszpasterstwie akademickim. Na łamach katolickiej prasy ks. Karol Wojtyła publikuje swoje artykuły, zaś pod pseudonimem również utwory poetyckie. W 1951 roku podejmuje dalsze studia naukowe zakończone habilitacją. 4 lipca 1958 roku Papież Pius XII mianuje Karola Wojtyłę biskupem pomocniczym archidiecezji krakowskiej. Ma wówczas zaledwie 38 lat! W jego biskupim herbie znalazła się litera M, jako symbol Maryi i hasło: „Totus Tuus” czyli „Cały Twój” – znak oddania Matce Bożej. Podobne oddanie się Maryi charakteryzuje człowieka, który wkrótce obejmie stery Piotrowej Łodzi – kardynała Angelo Roncalliego. Zrządzeniem Opatrzności pierwszy rok służby biskupa Karola Wojtyły zbiega się z pierwszym rokiem posługi na Stolicy Piotrowej Jana XXIII.

Papież „przejściowy”

Z pewnością stary kardynał nie był wymarzonym faworytem tamtego pamiętnego konklawe. Uznano jednak, że nikomu nie uda się należycie zastąpić Piusa XII, więc najlepiej wybrać kogoś, kto z uwagi na podeszły wiek, doskonale nadaje się na papieża „przejściowego”. Choć pontyfikat dobrego Papieża Jana rzeczywiście należał do najkrótszych, bo trwał zaledwie pięć lat, okazał się bardzo ważny dla Kościoła: dla jego teraźniejszości i przyszłości. Jako biskup Rzymu Jan XXIII zwołuje pierwszy synod tej diecezji. Ustanawia również komisję, której celem jest opracowanie nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego. Troszczy się też o tak zwany „Kościół milczenia”, prześladowany w krajach rządzonych przez komunistów, m.in. w Polsce. Jego troskę podziela młody polski biskup Karol Wojtyła, mianowany w czerwcu 1962 roku wikariuszem kapitularnym.

To prawdopodobnie ta papieska troska zaowocowała powstaniem dwóch ważnych dla Kościoła encyklik, które uzyskały światowy rozgłos: poświęconej sprawom społecznym Mater et Magistra z 1961 roku oraz Pacem in terris z roku 1963 – o pokoju i sprawiedliwości pośród narodów. Do obu tych encyklik często odwołują się później kolejni Papieże, zwłaszcza Jan Paweł II, który również wielką wagę przywiązuje do spraw społecznych powierzonej sobie Owczarni.

Na Soborze się spotkali

Tymczasem liczący już 80 lat Papież Jan postanawia jeszcze bardziej zadziwić świat. 25 stycznia 1961 roku zapowiada zwołanie Soboru powszechnego, który rozpocznie 11 października 1962 roku. Przy tej okazji daje wyraz swej życzliwości w stosunku do Polski. Przyjmując przybyłą na Sobór delegację naszego episkopatu, mówi o ziemiach zachodnich, jako „po wiekach odzyskanych” i to na długo przed oficjalnym uznaniem tego faktu przez wspólnotę międzynarodową. W tej delegacji episkopatu Polski jest także biskup Karol Wojtyła, który weźmie udział we wszystkich czterech sesjach Soboru Watykańskiego II – Soboru, który zmieni oblicze Kościoła i zgodnie z zamysłem Jana XXIII otworzy go na współczesny świat, co pozwoli podjąć skuteczną ewangelizację.

Kiedy 12 grudnia 1962 roku Karol Wojtyła powraca z pierwszej sesji soborowej do Krakowa nie wie jeszcze, że kolejne poprowadzi już następca dobrego Papieża Jana – Paweł VI. Papież Jan XXIII umiera bowiem 3 czerwca 1963 roku, nazajutrz po Uroczystości Zesłania Ducha Świętego. W chwili agonii przy jego łóżku stoi kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Jego odchodzeniu towarzyszy uwaga i modlitwa całego świata i Kościoła, a w Rzymie czuwanie tłumów na Placu św. Piotra. Podobna atmosfera zagości tu 42 lata później, kiedy świat będzie żegnał wielkiego kontynuatora pasterskiej drogi Jana XXIII – Papieża z Polski, Jana Pawła II.

Ostatnie konklawe

Trudno streścić obfitujące w wydarzenia 42 lata dzielące narodziny dla Nieba obu tych wielkich ludzi. Czy jednak jest to potrzebne? Czyż nie nazywamy siebie „Pokoleniem Jana Pawła II”? Towarzyszyliśmy mu przecież przez te wszystkie lata. 30 grudnia 1963 roku byliśmy świadkami mianowania go arcybiskupem i metropolitą Krakowa przez Papieża Pawła VI. Jacy byliśmy dumni, gdy podczas III sesji Soboru był jednym z inspiratorów ważnych konstytucji soborowych: Lumen gentium – konstytucji dogmatycznej o Kościele i Gaudium es spes – o obecności Kościoła w świecie współczesnym. Wraz z nim i Prymasem Tysiąclecia 3 maja 1966 roku odnawialiśmy Śluby Jasnogórskie, a 28 czerwca 1967 roku, kiedy z rąk Papieża Pawła VI Karol Wojtyła otrzymywał biret kardynalski, towarzyszyliśmy mu naszą modlitwą. Nie przypuszczaliśmy tylko, jak prorocze za kilkanaście lat, w dniu zamachu na jego życie, okażą się słowa wypowiedziane po powrocie

do Polski: „…Kiedy Ojciec Święty włożył mi na głowę purpurowy biret, to przez to chciał powiedzieć, ażebym jeszcze bardziej cenił krew”. 11 lat później żegnaliśmy go, gdy 3 października 1978 roku udawał się do Rzymu na pogrzeb Jana Pawła I i na konklawe – ostatnie swoje konklawe…

On i wielcy Poprzednicy

16 października 1978 roku kardynał Karol Wojtyła zostaje wybrany papieżem. Wybór swojego nowego imienia uzasadnia w ten sposób: „…Wybieram sobie imię mojego Poprzednika, Jana Pawła, raz dlatego, że zachowuję głęboki szacunek dla Jana XXIII i Pawła VI, oraz dlatego, że zostało nie wykonane dzieło mojego Poprzednika, który zostawił światu uśmiech i wielkie nadzieje”.

Przez kolejnych 27 lat nieraz mieliśmy okazję w jego uśmiechu rozpoznawać dobrotliwy uśmiech Jana XXIII, podziwialiśmy też determinację, z jaką dokończył dzieło Soboru zwołanego przez Jana XXIII m.in. reformując dyscyplinę kościelną i ogłaszając nowy Kodeks Prawa Kanonicznego. Sobór ten nazywał „busolą wskazującą drogę w tym stuleciu i tysiącleciu, które się zaczyna”. Naturalną konsekwencją czci i szacunku, jakimi darzył osobę Jana XXIII, była jego beatyfikacja, której Papież-Polak dokonał 3 września 2000 roku. Warto wiedzieć, że już w czasie obrad Soboru Watykańskiego II, niektórzy Ojcowie soborowi chcieli ogłosić Jana XXIII świętym przez aklamację, tak jak to czyniono kiedyś. Ostatecznie jednak Paweł VI zdecydował, że zostanie przeprowadzony normalny proces beatyfikacyjny jego poprzednika.

Zaskoczyli Kościół

W okresie poprzedzającym kanonizację obu Papieży wiele razy wskazywano na łączące ich podobieństwa. Mówiono o wspólnej im „postawie czuwania”, o tym, że obaj podbili serca wiernych „promieniując ojcostwem” i obaj mogą być uznani za „gigantów ducha” za sprawą pokory i sposobu bycia, dzięki któremu spotykali Chrystusa w ludziach. Podkreślano też, że „obu Papieży łączyła troska o prawdę, która ma cztery wymiary: myślenie prawdą, szanowanie jej, mówienie prawdy i jej czynienie”.

Niedawno przypomniałam sobie również pewne spotkanie nazwane „Debatą dwóch ambon”, które miało miejsce w Bazylice św. Stanisława w Lublinie w okresie poprzedzającym kanonizację Jana XXIII i Jana Pawła II. Jeden z uczestników tej debaty powiedział: „Obaj Papieże pokazali, że są kimś nowym, zaskakującym, (…) pozostali sobą; ich osobowości nie zostały zamknięte przez urząd. To byli Papieże, którzy zaskoczyli Kościół i świat swoją otwartością i zanurzeniem w Bogu”.

Jestem przekonana, że właśnie to zanurzenie w Bogu, mimo różnych dróg, jakimi szli po laur świętości, pozwoliło im 27 kwietnia spotkać się na tej samej Mecie.

N P W Ś C P S
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
22 23 24 26 27
29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
Dzisiaj: 16.01.2018