Bartoszek Wojciech, Autorzy tekstów, Teksty polecane

Słuchać, by usłyszeć

rozmawiał ks. Wojciech Bartoszek

dodane 2017-04-10 07:06

zdjęcie: Maria Frąckowiak

Rozmowa z Profesor UKM w Toruniu, Collegium Medicum w Bydgoszczy, dr hab. n. med. Małgorzatą Krajnik, prezesem Polskiego Towarzystwa Opieki Duchowej w Medycynie.

- Proszę wyjaśnić czym jest Polskie Towarzystwo Opieki Duchowej w Medycynie, jakie stawia sobie cele i w jaki sposób je realizuje?

- Inicjatywa powstania Polskiego Towarzystwa Opieki Duchowej w Medycynie zrodziła się przede wszystkim w środowisku medycznym. Grupa lekarzy dostrzegła ogromną potrzebę zadbania o to, by na każdego chorego patrzono w sposób całościowy, czyli aby w kontakcie z nim uwzględniano nie tylko jego fizyczność, ale także emocje, psychikę i potrzeby duchowe (w tym religijne). I to jest pierwszy cel, jaki Polskie Towarzystwo Opieki Duchowej w Medycynie sobie stawia. Natomiast drugim zadaniem – również bardzo istotnym – jest wypracowanie określonego modelu kształcenia zarówno personelu medycznego, jak i specjalistów w tej dziedzinie. W praktyce oznacza to, że w programach kształcenia lekarzy czy pielęgniarek miałyby znaleźć się zajęcia przygotowujące ich do udzielania chorym – poza pomocą stricte medyczną – także profesjonalnego wsparcia duchowego. Miałoby ono polegać przede wszystkim na nabyciu pewnych umiejętności, zwłaszcza w sferze komunikacji z chorym, na włączeniu oceny potrzeb duchowych chorego do „normalnego” wywiadu lekarskiego, wreszcie do uwrażliwienie lekarza i pielęgniarki na symptomy świadczące o cierpieniu duchowym chorego. Przygotowani i wykształceni w ten sposób medycy staliby się bardzo potrzebnym wsparciem dla specjalistów opieki duchowej, czyli kapelanów, osób konsekrowanych lub świeckich, którzy jako swoją drogę życiową obraliby właśnie specjalistyczną pomoc chorym w sferze duchowej. Obecnie w wielu miejscach dostrzega się to, że sami  kapelani  w pojedynkę nie zawsze są w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby duchowe powierzonych im pacjentów, nie mają czasu na rozmowę, wysłuchanie chorych, doradzenie im, a często nie są do tego przygotowani profesjonalnie. Chodzi więc o to, aby kapelan  miał szansę pogłębić swoją wiedzę i nabyć umiejętności, które pozwolą mu na rozumienie problemów medycznych, etycznych, psychicznych, na współpracę z personelem medycznym, a także na dobrą komunikację z chorymi i rodzinami. Jeśli specjalistą opieki duchowej w danym szpitalu zostałaby osoba świecka lub konsekrowana, to oczywiście współpracowałaby z kapelanem, a także z duchownymi innych religii.  W takim przypadku  kapelani mogliby skupić się głównie na posłudze sakramentalnej wobec chorych, w której przecież nikt inny nie może ich zastąpić. Ważnym celem Towarzystwa jest także edukacja społeczna, prowadząca do świadomości, że w szpitalu w razie potrzeby, będzie można liczyć nie tylko na pomoc medyczną.

- Co jest powodem tego, że w środowisku medyków coraz wyraźniej i częściej widzi się konieczność również duchowego wspierania pacjentów oraz odpowiadania na ich pozamedyczne potrzeby?

- Współczesna medycyna, jej ogromny postęp i technicyzacja sprawiają, że obecnie człowiek chory staje nieraz wobec problemów i dylematów, o których jeszcze 20 lat temu nie było mowy. Musi mierzyć się z bardzo trudnymi pytaniami i decyzjami. Coraz bardziej potrzeba więc profesjonalnie przygotowanych  lekarzy, pielęgniarek, psychologów, specjalistów opieki duchowej, kapłanów, wolontariuszy, którzy przeprowadzą pacjenta przez ten czas: będą mu towarzyszyć i pomogą mu odpowiedzieć na nurtujące go pytania. W tym względzie ważne inspiracje czerpiemy z doświadczenia pewnych środowisk reprezentujących medycynę  amerykańską. Tam w pewnym momencie w edukacji przeniesiono akcent z agresywnej walki o życie chorych za wszelką cenę na rolę służebną medycyny, która ma pomóc człowiekowi nie tylko wyzdrowieć, ale przede wszystkim umożliwić mu realizację siebie jako niepowtarzalnej i wyjątkowej istoty.

- Czym ta pomoc różni się od wsparcia psychologicznego?

- To pytanie można usłyszeć także od  kolegów lekarzy. Podstawowa różnica polega na tym, że wsparcie psychologiczne chorego sprowadza się głównie do wejścia w świat jego emocji, przeżyć czy relacji i towarzyszenia mu w tym świecie, natomiast we wsparciu duchowym, o którym tutaj mówimy, chodzi przede wszystkim o odniesienie się do sfery transcendencji, czyli czegoś, co ma charakter nadprzyrodzony. Jako chrześcijanie pod tym pojęciem rozumiemy Boga – dobrego i świętego – z którym wchodzimy w osobistą relację. Ale trzeba w tym miejscu powiedzieć, że duchowość jest pojęciem szerszym niż religijność, co oznacza, że wykracza poza potrzebę samego tylko kontaktu z Bogiem. Duchowość i związane z nią potrzeby posiadają również osoby, które nie identyfikują się z żadną religią. Pod pojęciem szeroko rozumianej duchowości należy więc rozumieć pewną przestrzeń, w której człowiek odpowiada sobie na pytanie o to, kim jest oraz jaki jest sens jego istnienia. Duchowość to również świat jego wartości, z których płyną decyzje, zachowania i życiowe wybory. Dbałość o zaspokojenie tych duchowych potrzeb nabiera szczególnego znaczenia w momentach granicznych dla człowieka, do których z pewnością możemy zaliczyć chorobę czy umieranie.

- Do udzielania takiej pomocy potrzeba przygotowanych specjalistów.

- Tak. Stąd właśnie Polskie Towarzystwo Opieki Duchowej w Medycynie – jak już wspomniałam – chce wspierać kształcenie i profesjonalne przygotowanie do takiej posługi wobec chorych. W tym względzie znów możemy odwołać się do modelu amerykańskiego. W Ameryce obecnie aż 80% uczelni medycznych ma w swoich programach nauczanie duchowości w medycynie. I co ciekawe, studenci w ramach tych zajęć nie tylko uczą się w jaki sposób pomagać pacjentom, ale również poznają samych siebie, własny świat wartości – słowem: dojrzewają. W praktyce wygląda to tak, że na przykład chodzą po oddziałach z kapelanem lub inną osobą odpowiedzialną za wsparcie duchowe chorych i przyglądają się tej posłudze z bliska. Ponadto na niektórych uczelniach dodatkowo wdrożony został projekt, w ramach którego studenci w grupach dzielenia przywołują swoje doświadczenia z kontaktów z chorymi. Są to takie małe grupy wsparcia, w których mogą oni wypowiadać swoje emocje, pragnienia i lęki związane ze służbą wobec chorych. Podczas zajęć z jednej strony przyglądają się duchowości pacjentów, ale także swojej własnej. Celem zajęć w tych małych grupach jest to, by każdy ich uczestnik odpowiedział sobie na pytania: dlaczego chcę być lekarzem?, co jest dla mnie ważne?, czy potrafię być z chorym tu i teraz?, czy ten chory jest dla mnie kimś niepowtarzalnym i jedynym?, jaki jest świat moich wartości?, czy potrafię dać choremu to, czego on potrzebuje? itd. Chodzi więc o to, by nie tylko nabywać pewne praktyczne umiejętności, ale również o to, by dojrzewać jako człowiek, pogłębiając własną wrażliwość. Na świecie, również w Polsce, coraz bardziej dostrzega się, że owo dojrzewanie w człowieczeństwie i pogłębianie wrażliwości w relacjach z chorym jest równie ważne jak nabywanie wiedzy i umiejętności medycznych. Cel więc jest taki, by uczelnie medyczne kształciły nie tylko specjalistów z wysokim poziomem wiedzy medycznej, ale również z głębokimi pokładami ludzkiej wrażliwości.

- Rzeczywistość pokazuje, że czasem w pośpiechu, nawale pracy i przy niewystarczającej ilości personelu medycznego łatwo o zatracenie owej wrażliwości na pozamedyczne potrzeby chorego.

- Tak i dlatego trzeba się nauczyć takiego sposobu reagowania niezależnie od warunków zewnętrznych. Bo tutaj wcale nie chodzi o to, by lekarz czy pielęgniarka siedzieli godzinami przy łóżku chorego, trzymając go za rękę. To po prostu często bywa niemożliwe. Chodzi raczej o to, by medyk był uważniejszy na to wszystko, co pacjent mu komunikuje. By dostrzegał drugie dno w tym, co od niego słyszy i by nieustannie troszczył się o budowanie atmosfery zaufania w kontakcie z nim. Obecnie przyszli lekarze są raczej kształceni w ten sposób, by umieli z rozmowy z pacjentem wychwytywać to, co jest istotne z punktu widzenia medycznego i może mieć znaczenie dla postawienia właściwej diagnozy. Wciąż zadają pytania: o ból, o objawy, o przyjmowane leki… Tymczasem chodzi o to, by lekarz w tym krótkim kontakcie z pacjentem zwrócił uwagę również na to, czego chory nie mówi. By nie tylko go słuchał, ale naprawdę „usłyszał”. To trudna umiejętność, ale można ją w sobie wypracować. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że takie wchodzenie w głębszą relację z każdym pacjentem wydłuży czas opieki, a właśnie tego czasu przecież wszystkim brakuje. Ale jeśli lekarz dostrzeże, że w chorym jest coś więcej niż tylko jego medyczny problem, wówczas pomoże mu to w nawiązaniu głębszej relacji z nim i z pewnością wpłynie na efektywność leczenia. Ten wysiłek nawiązania z chorym głębszego kontaktu naprawdę nie zaburza systemu opieki zdrowotnej, ale przeciwnie – nadaje światu medycznemu bardziej ludzką twarz.

- Jest Pani specjalistą medycyny paliatywnej i to, o czym Pani mówi wypływa zapewne także z osobistego doświadczenia lekarskiego i bogatych kontaktów z osobami chorymi. Dlaczego wybrała Pani akurat tę specjalizację?

- Decyzja ta miała swój początek w doświadczeniach z dzieciństwa. Gdy byłam dzieckiem, z powodu choroby nowotworowej zmarła moja mama. Przed śmiercią obiecałam jej, że zostanę lekarzem onkologiem i że będę pomagać ludziom chorym. Dotrzymałam obietnicy, choć ostatecznie nie wybrałam onkologii, ale przeszłam najpierw ścieżkę specjalizacyjną chorób wewnętrznych, a potem medycyny paliatywnej. Miałam jasność co do tego, w którym kierunku w medycynie powinnam pójść. Dla mnie najbardziej pociągający w medycynie paliatywnej był sam człowiek. Myślę, że ta dziedzina medycyny daje lekarzowi wielki przywilej bycia z chorym w takich sytuacjach, w których on się często odsłania i dzieli doświadczeniami, o których być może nigdy wcześniej nie mówił. Lekarz jest wówczas świadkiem tych wyjątkowych chwil, w których chory pozostawia po sobie jakiś ślad.

- Dziękuję za spotkanie oraz za pouczający wykład podczas konferencji „Fides et ratio…”

Kalendarium

N P W Ś C P S
1 2 4 5 7
8 9 10 11 12 14
15 17 18 19 20
23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
Dzisiaj: 24.10.2017