Autorzy tekstów, Bartoszek Wojciech, Homilie, Najnowsze

Szukajmy Boga w pocieszeniu duchowym. Homilia wygłoszona w III Niedzielę Adwentu 17 grudnia 2017 r.

Ks. Wojciech Bartoszek

dodane 2017-12-17 22:04

zdjęcie: pixabay.com

III Niedziela Adwentu zwana jest Niedzielą Radości. Wiele słyszymy dzisiaj w Liturgii Słowa o radości: św. Paweł wzywał: „Zawsze się radujcie”. „Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim” – to doświadczenie Izajasza. Zaś w refrenie psalmu śpiewaliśmy: „Duch mój się raduje w Bogu, Zbawcy moim”. Psalm utkany był ze słów Magnificat Maryi. Czy podpisalibyśmy się pod tymi słowami? Czy nasze serce jest radosne? Czy doświadczamy tej radości dzisiaj, konkretnie?

Zapraszam dzisiaj do medytacji nad obecnością dwóch duchowych (nie tylko psychicznych) stanów obecnych w życiu każdego człowieka: nad pocieszeniem i strapieniem duchowym. Św. Ignacy z Loyoli, szesnastowieczny mistyk, założyciel Towarzystwa Jezusowego, ukazał naukę na przywołany przeze mnie dzisiaj temat.

Czym jest pocieszenie duchowe?

Według św. Ignacego, w doświadczeniu pocieszenia człowiek „rozpala się w miłości ku swemu Stwórcy i Panu”, wskutek czego nie może „już kochać żadnej rzeczy stworzonej na obliczu ziemi dla niej samej, lecz tylko w Stwórcy wszystkich rzeczy” (ĆD 316). Źródłem duchowej pociechy jest wiara. Rozumiem ją jako więź człowieka – jego serca – z Bogiem. Pierwszym owocem duchowego pocieszenia jest wzrost miłości ku Bogu. Drugim – wewnętrzna wolność wobec dzieł stworzonych. Człowiek, który faktycznie, nie tylko deklaratywnie kocha Boga ze wszystkich swoich sił, wolny jest od nieuporządkowanych przywiązań. Innymi słowy, „nie ciągnie” go do tego, co oferuje świat. Jest wolny od przywiązania do bogactwa, sławy, władzy, przyjemności, wygody, znaczenia w społeczeństwie. Jest niezależny od ludzkiej opinii, buduje zdrowe relacje z bliźnimi, nie przywiązuje się do nich, nie kocha w sposób zaborczy. Serce swoje oczyszcza tak, by Bóg mógł w nim w pełni zamieszkać. Jest otwarty na misję, którą powierza mu Bóg. W małżeństwie, rodzinie, w kapłaństwie…

Wspomniany Ignacy z Loyoli wchodząc na drogę nawrócenia – było to konsekwencją przegranej walki rycerskiej, złamanej nogi oraz przedłużającego się czasu rekonwalescencji – zauważył rodzące się w nim zmienne wewnętrzne stany. Były one związane… z książkami, które czytał. Gdy rozczytywał się w romansach rycerskich, doświadczał intensywnej, lecz powierzchownej przyjemności. Trwała krótko, ostatecznie rodziła w nim smutek i pustkę duchową. Po przełamaniu się, podejmował lekturę Pisma Świętego oraz żywotów świętych. Wówczas doświadczał pociechy wewnętrznej, znacznie mniej intensywnej niż wspomniana wcześniej przyjemność, za to trwającej dłużej i głębiej. Pogłębiał to doświadczenie.

Ono może i nam pomóc. Dzisiaj stykamy się w różnych miejscach, m.in. w mediach, z silnymi bodźcami emocjonalnymi, które – w dalszej konsekwencji – wyjaławiają nas duchowo. Czym na co dzień „karmimy” swoje serce, jakimi treściami, tzn. jakie programy oglądamy? Czego słuchamy? Co czytamy? Czy ubogaca to nasze wewnętrznie? Czy czujemy duchową pustkę? Myśląc o współczesnej ascezie, przywołując np. postać św. Jana Chrzciciela, warto pomyśleć o umiejętności rozeznania i wyboru dobra, tego, co ubogaca duchowo, i o odrzuceniu tego, co spłaszcza nas duchowo.

Przez co Pan Bóg daje nam siebie poznać?

Przejawem pociechy duchowej dla św. Ignacego – żołnierza walczącego o honor, aż do utraty nogi – była nie zewnętrzna i powierzchowna radość, ale dar łez. Przyczynami pojawiających się łez podczas modlitwy Ignacego były: smutek płynący z powodu wcześniej popełnionych grzechów oraz współczucie dla męki Chrystusa. Płynące z jego oczu łzy nie oznaczały rezygnacji i pesymizmu, ale oznaczały radość wewnętrzną, z obecności Boga. A nasza spowiedź?

Również nam Bóg ofiaruje pociechę duchową, abyśmy w chwilach pokus i prób nie ulegli zwątpieniu. Powracajmy często z wdzięcznością do radości i pokoju płynących z dobrze odprawionych rekolekcji, przeżytej pielgrzymki, do czasu spotkań z Jezusem w modlitwie osobistej i wspólnotowej. Zachowujmy w pamięci serca chwile radości związane z przebaczeniem grzechów w sakramencie spowiedzi świętej.

Czyż taką pociechą nie jest radość płynąca z narodzin dziecka w rodzinie? Z układających się dobrze relacji ze współmałżonkiem? Powracajmy do wewnętrznej radości płynącej z dobrze wypełnionej służby wobec osób innych, zwłaszcza chorych, z sumiennie zrealizowanych obowiązków rodzinnych i zawodowych. Gdy karmimy się tymi „małymi radościami”, one z czasem prowadzą nasze serca do głębokiego doświadczenia duchowego pocieszenia.

Jedną z okazji przyjęcia łaski pociechy jest okazanie pomocy dobrosąsiedzkiej. W najbliższą środę o godz. 11.00. odbędzie się kolejny Dzień Chorego w naszej parafii. Rozglądnijmy się wokół siebie i pomóżmy w dotarciu do kościoła osobom starszym i chorym. Znam wiele osób, które w każdą niedzielę pomagają starszym w przybyciu na Mszę. Dla chorych spotkanie z Chrystusem podczas nabożeństwa lourdzkiego to wyjątkowa chwila. Również dla pomagającego spełniony bezinteresowny uczynek miłosierdzia jest źródłem wielkiej pociechy. Dzisiejszy psalm responsoryjny jest utkany ze słów Magnificat: Wielbi dusza moja Pana, które wyśpiewała Maryja po przybyciu do Elżbiety. Maryja nie zrobiła nic innego, jak tylko okazała swojej kuzynce pomoc dobrosąsiedzką! I dlatego Bóg napełnił Jej serce wdzięcznością!

Inną formą pomocy osobom chorym w naszej parafii, oprócz co miesięcznych odwiedzin duszpasterskich oraz wizyt nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej, jest Msza Święta, w ich intencjach, w intencjach Apostolstwa Chorych. Bardzo wiele intencji przysyłanych jest do biura Apostolstwa Chorych, z prośbą o łaskę zdrowia. Podczas Mszy Apostolstwa Chorych, wyczytuję je wszystkie. Wspólnie później modlimy się. Zapraszam na te Msze. Najbliższa odbędzie się, w kaplicy obok, w ostatni wtorek lutego, 27 lutego o godz. 19.00.

O strapieniu duchowym

Zastanówmy się teraz nad przeciwieństwem pociechy duchowej – stanem strapienia. Niestety, bardziej „popularnym” w naszym życiu. Strapienie jest ciemnością duszy, zakłóceniem jej pokoju, poruszeniem do rzeczy niskich i przyziemnych, niepokojem z powodu różnych pokus skłaniających człowieka do nieufności, utraty nadziei oraz miłości. W strapieniu człowiek jest duchowo letni i smutny, czuje się jakby odłączony od swojego Stwórcy i Pana – tak mówi św. Ignacy. Jak w pocieszeniu duchowym obecne były: żarliwość w miłości wobec Boga oraz wolność wobec wszystkich stworzeń, tak w strapieniu człowiek czuje się jakby odłączony od Boga. Wyraża się to w postępującej niechęci do modlitwy, do Eucharystii, do sakramentu spowiedzi świętej, do jakichkolwiek rozmów o życiu duchowym. Z drugiej strony, rodzi się w nim silny pociąg do rzeczy przyziemnych. Odżywają uśpione do tej pory żądze i namiętności.

Zapytajmy się o nasze strapienie duchowe. Kiedyś być może przeżywaliśmy bliską jedność z Bogiem, bardziej doświadczalną. Teraz jakby wszystko wewnętrznie w nas zdrętwiało. Wiara ostygła, miłość stała się oschła i szorstka, trudno ufać. Niejako „po omacku” szukamy Boga. Chcemy „opierać się” na człowieku. Nie widzimy Boga jak wcześniej, nie czujemy Go, nie mamy żadnego smaku wewnętrznego. Ciągnie nas do świata.

Trudno określić, co może być przyczyną strapienia duchowego. Jedną z nich może być sam temperament człowieka. Inną bezpośrednie działanie szatana. Trzecią – działanie samego Boga, Jego przyzwolenie na to, by człowiek doświadczył takiego stanu. Pytamy się: dlaczego?

„Ponieważ jesteśmy oziębli, leniwi, niedbali w naszych modlitwach” – mówi Ignacy. Nie modlimy się albo modlimy się powierzchownie… Przyczyną strapienia może być wewnętrzny problem, którego nie chcemy dotknąć, by poddać go osądowi Słowa Bożego i pozwolić uleczyć. Np. stale chowamy urazę w sercu do osoby, która nas skrzywdziła, nie potrafimy z głębi serca powierzyć Bogu bliskiej nam osoby, stale wracamy do tego samego grzechu. Rozwiązujemy problemy po swojemu, bez Boga.

W stanie strapienia Bóg może także próbować naszą wiarę. Podobnie jak wobec Hioba, apostołów, świętych, tak również wobec każdego z nas Bóg stosuje tę samą pedagogię. Moglibyśmy powiedzieć, iż Bóg „nie preferuje wychowania bezstresowego”, ale uczy nas zaufania Jemu zwłaszcza w chwilach trudnych. To wówczas dokonuje się wzrost naszej wiary. Nieraz chwile te wiążą się z przykrym odczuciem psychicznym. Ale Bóg uczy nas sensowności i celowości takich doświadczeń pomimo przykrego odczucia psychicznego.

Bóg daje się nam poznać w codzienności. Spróbujmy podążać w życiu za tym, co rodzi naszych sercach trwałą radość i pokój. Sakrament spowiedzi, modlitwa, dobre relacje, Dzień Chorego. Amen.

N P W Ś C P S
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
22 23 24 26 27
29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
Dzisiaj: 17.01.2018