Autorzy tekstów, Bartoszek Wojciech, Najnowsze

Jezus przychodzi z łaską uzdrowienia do wszystkich chorych

Ks. Wojciech Bartoszek

dodane 2018-02-11 20:39

zdjęcie: Ks. Wojciech Bartoszek

Homilia Ks. Wojciecha Bartoszka, Krajowego Duszpasterza Apostolstwa Chorych, wygłoszona podczas Mszy św. w bazylice w Gidlach, w Światowy Dzień Chorego 11 lutego 2018 r.

„Oto Matka Twoja, oto syn Twój”

Gromadzimy się dzisiaj – 11 lutego, we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes – w bazylice w Gidlach, na obchodach XXVI Światowego Dnia Chorego. W różnych miejscach w Polsce osoby chore przybywają do świątyń, kaplic szpitalnych, by prosić Boga o łaskę zdrowia. Przypomnijmy, iż Światowy Dzień Chorego został ogłoszony z inicjatywy św. Jana Pawła II. Hasłem tegorocznego Orędzia skierowanego przez papieża Franciszka do chorych są słowa Jezusa, które wypowiedział na krzyżu do Maryi i św. Jana: „Oto Matka Twoja, oto syn Twój”.

Współczesny trąd

W dniu dzisiejszym słyszymy Ewangelię o uzdrowieniu człowieka chorego na trąd. W Polsce choroba ta jest mało znana. Wielu ze zdziwieniem przyjmuje, iż trąd jest nadal wielkim problemem dla ludzi żyjących współcześnie. Na świecie obecnie 3 miliony ludzi zarażonych jest tą chorobą. 70% z nich żyje w Indiach. Najczęściej trąd idzie w parze ze skrajną biedą. Nie chcę mówić na temat tej choroby, dotykającej także dzisiaj wielu ludzi. Pragnę podjąć temat naszego przeżywania choroby, niepełnosprawności czy też starości. Zewnętrzne, ale i wewnętrzne cechy naszego podejścia do choroby, mogą być podobne do reakcji na trąd.

Podobnie jak w czasach biblijnych – gdy analizujemy zachorowanie na trąd oraz reakcję społeczności na ten fakt – tak współcześnie choroba, niepełnosprawność i starość mogą prowadzić do poczucia odizolowania od społeczeństwa i od rodziny. Przywołując los trędowatych z czasów Jezusa albo los dziewiętnastowiecznych trędowatych, tych z czasów św. Damiana de Veuster, przebywającego z misją na Molokai – wyspie zamieszkałej przez zesłanych tam chorych na trąd, widzimy, iż życie tych chorych było naznaczone podwójnym cierpieniem. Wynikało one, po pierwsze, z samej choroby – chodziło o zewnętrzne przejawy choroby, polegające na ropieniu poszczególnych części ciała. Po drugie, choroba trądu prowadziła do osamotnienia. Miejsce przebywania trędowatych było swoistego rodzaju gettem. Molokai to jedna z wysp archipelagu hawajskiego. Zsyłano tam chorych na trąd. Kwarantanna trwała do końca choroby. Często kończyła się z chwilą śmierci chorego. Tak było w XIX w. W czasach biblijnych było podobnie. W Starym Testamencie czytamy, iż chory na trąd musiał mieszkać poza obozem i gdy zbliżał się do innych, zdrowych ludzi, wołał: „nieczysty”. Było to upokarzające dla niego.

Świadectwo niepełnosprawnej Katarzyny

Współcześnie choroba, niepełnosprawność, jak i starszy wiek, również mogą prowadzić do osamotnienia. Tydzień temu zakończyłem rekolekcje dla osób niepełnosprawnych w Kamieniu Śląskim. Jedna z uczestniczek, trzydziestokilkuletnia Katarzyna, urodziła się z mózgowym porażaniem dziecięcym. Niepełnosprawność ta jest zespołem trwałych zaburzeń rozwoju narządu ruchu i postawy, w niektórych przypadkach zespół ten wiąże się także z zaburzeniami mowy. I tak jest w przypadku Kasi. Niepełnosprawność rodzi w niej poczucie samotności.

Niektórzy uważają, iż rozwiązaniem takiego cierpienia mogłaby być wcześniejsza aborcja. Rozwiązanie to jest nieludzkie i przeciwne piątemu Przykazaniu Bożemu. Kasia, pomimo swojej niepełnosprawności, a może ze względu na nią, jest osobą głęboko wierzącą. Nie rozstaje się z różańcem, który ma przytwierdzony do wózka. Wierzy, że Jezus jest z nią i nie opuszcza jej. Myślę, iż na swój sposób, jest osobą szczęśliwą. Jest szczęśliwa w przeciwieństwie do wielu jej rówieśników, młodych, którzy będąc osobami zdrowymi, mającymi znacznie większe możliwości rozwoju, możliwości fizyczne i materialne, i którzy nieraz przeżywają całkowite wyjałowienie duchowe, czują się nieszczęśliwi i niekochani.

Poprosiłem niedawno Kasię o świadectwo. Między innymi tak pisze: „Będąc w liceum, trafiłam do subkultury gotyckiej skupionej wokół fanów muzyki metalowej. Grupa ta na długie lata odsunęła mnie od Chrystusa. On jednak, jak się potem okazało, przez cały ten czas mnie szukał. Dziś mogę z głębokim przekonaniem powiedzieć, że droga z Chrystusem jest dla mnie jedyną drogą szczęśliwego życia. Nie oznacza to wcale braku trudności i wątpliwości, ale z Bogiem wszystko jest możliwe”.

Jezus przychodzi z łaską uzdrowienia

Kasia, podobnie jak ewangeliczny trędowaty z dzisiejszej Ewangelii, uczą nas, abyśmy przychodzili z naszymi duchowymi i cielesnymi chorobami, nade wszystko z naszą samotnością, do Jezusa. Jezus bierze na siebie nasze choroby, naszą samotność. On pragnie „zarazić się naszą chorobą”. Nie boi się spotkania z nami. Popatrzmy na dzisiejszy opis ewangeliczny. Jezus zamienia się miejscem z trędowatym, który przed uzdrowieniem przebywał w miejscach pustynnych. Teraz Jezus, po uzdrowieniu chorego, wyrusza w te tereny, a trędowaty pozostaje w mieście.

Postawa trędowatego jest pełna wiary i pokory. Nie jest roszczeniowy. Nie mówi: „powinieneś mnie uzdrowić, bo jesteś Synem Bożym”. Prosi z pokorą: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Reakcja Jezusa na takie cierpienie jest natychmiastowa. Widzi, iż trędowaty, aby dotrzeć do Niego, łamie Prawo – nie zachowuje przepisanej Prawem właściwej odległości od zdrowych, ale pada przed Nim. Jezus nie tylko nie odrzuca chorego, ale „zdjęty litością” – czytamy w Ewangelii, dosłownie, tłumacząc z języka oryginalnego: „poruszony litością”, działa. Czyni to, co Miłosierny Samarytanin z przypowieści, który widząc poturbowanego człowieka, lituje się nad chorym i podejmuje konkretne działania służące uzdrowieniu chorego.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus „wyciąga rękę, dotyka” trędowatego i mówi mu: „chcę, bądź oczyszczony”. Dokładnie to samo będzie czynił dzisiaj podczas nabożeństwa lurdzkiego. Podejdzie do każdego z nas, by dotknąć nas swoją miłością. By nas oczyścić. Najpierw wewnętrznie. By wzbudzić w nas wiarę. Jezus w pierwszej kolejności uzdrawia nas z trądu grzechu i niewiary. Ale pragnie także umocnić nas fizycznie.

Ofiarować się Bogu jak św. Bernadetta

Podobnie jak św. Bernadetta Soubirous w Lourdes – dzisiaj mija 160 lat od pierwszego objawienia w tym miejscu Matki Bożej – będziemy posłani przez Jezusa do szczególnego apostolstwa – apostolstwa chorych. Aby przyjąć cierpienie, łączyć je z Jezusem i ofiarować za Kościół. Ze współcierpienia Matki Najświętszej jednoczącej się z Chrystusem wiszącym na krzyżu zrodził się najpiękniejszy owoc dla ludzkości – Kościół. Proszę Was, wspierajcie duchowo Kościół przez swoje apostolstwo…

Św. Bernadetta uczy nas właściwego, z dziękczynieniem spojrzenia na swoje życie. Pod koniec życia napisała testament. Jego treść odkrywa przed nami jej głębokie spojrzenie z wiarą na każdy moment życia, zwłaszcza ten naznaczony trudami, bólem i cierpieniem. Nie tyle objawienia, ale późniejszy czas jej życia, gdy była w zakonie, jest dowodem jej świętości. Pisała w nim między innymi, dziękując Bogu: „Za biedę, w jakiej żyli mama i tatuś, za to, że się nam nic nie udawało, za upadek młyna, za to, że musiałam pilnować dzieci, stróżować przy owcach, za ciągłe zmęczenie... dziękuję Ci, Jezu. Za dni, w który przychodziłaś, Maryjo, i za te, w które nie przyszłaś – nie będę Ci się umiała odwdzięczyć, jak tylko w raju. Ale i za otrzymany policzek, za drwiny, za obelgi, za tych, co mnie mieli za pomyloną, za tych, co mnie posądzali o oszustwo, o robienie interesu... dziękuję Ci, Matko. (…) Za to ciało, które mi dałeś, godne politowania..., za tę chorobę, piekącą jak ogień i dym, za moje spróchniałe kości, za pocenie się i gorączkę, za tępe ostre bóle... dziękuję Ci, mój Boże. I za tę duszę, którą mi dałeś, za pustynię wewnętrznej oschłości, za Twoje noce i Twoje błyskawice, za Twoje milczenie i Twe pioruny, za wszystko. Za Ciebie – i gdy byłeś obecny, i gdy Cię brakowało... dziękuję Ci, Jezu.”

Bernadetta była w pełni oczyszczona z niewiary. Podobnie jak wspomniana na początku homilii Katarzyna. Niech nasze dzisiejsze spotkanie z Chrystusem wzbudzi w nas głęboką wiarę, iż pomimo choroby, niepełnosprawności, czy też starości, nie jesteśmy sami, ale jest z nami Bóg, który nas stale podtrzymuje.

Amen.

N P W Ś C P S
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 9 10
12 14 15 16 17
19 20 21 22 23 24
25 26 28 1 2 3
Dzisiaj: 22.02.2018