„Choć nasze oczy Cię nie widziały, to nasze serca dawno pokochały”
Pomimo tego, że nasz Syneczek był z nami tak krótko, bardzo go pokochaliśmy i na zawsze zostanie w naszych sercach.

zdjęcie: canstockphoto.pl
2025-04-02
Straciliśmy dziecko, które pokochaliśmy od momentu, gdy ujrzałam dwie kreski na teście ciążowym w dniu 40. urodzin mojego męża. Jesteśmy rodzicami dwójki dzieci – 13-letniej córki i 11-letniego syna. Mimo tego, że nasze dzieci są już odchowane, bardzo ucieszyliśmy się darem nowego życia.
Moment, w którym na USG zobaczyłam to maleństwo i bicie jego serduszka, był najpiękniejszą chwilą, której nigdy nie zapomnę. Niesamowite jest to, że ten maluszek był z nami tylko 11 tygodni, a sprawił, że z mężem zbliżyliśmy się do siebie i zrozumiałam, jak ważny jest dla mnie. Nie było dnia, aby mój mąż nie przywitał się z dzieciątkiem i nie pocałował mojego brzucha.
Dzień, w którym dowiedziałam się, że serduszko dziecka przestało bić, zawsze zostanie najgorszym dniem. Te niespodziewane słowa lekarza, skierowanie do szpitala... Nie pamiętam nic, tylko to, że nie potrafiłam przestać płakać. Był już wieczór, przyjęcie na oddział i ja sama w pustej sali ze strasznym bólem serca i strachem. Z ręką głaszczącą brzuch i świadomością, że to są ostatnie wspólne chwile, miałam rozdarte serce. Patrząc na krzyż, który wisiał naprzeciw szpitalnego łóżka, przypomniał mi się moment z serialu „The Chosen” (zobaczyliśmy wszystkie odcinki). Jest tam ukazana scena, gdzie Eden, żona apostoła Piotra Szymona, traci dziecko. Zrozumiałam, że nie jestem sama, modliłam się, aby Bóg mi pomógł i dał siły. Czułam, że to maleństwo, które noszę pod sercem to chłopczyk – Piotr Szymon.
Po nieprzespanej i przepłakanej nocy, nad ranem, po obchodzie, zapadła decyzja lekarzy – zabieg. Ogrom informacji i dokumentów zaczął mnie przerażać i przytłaczać. Były to informacje dotyczące spraw, na które żaden rodzic nie jest gotowy. Mówiono mi o „spopieleniu płodu”, o podpisaniu zgody. I ten pośpiech personelu, jakby jeden podpis miał sprawić, że „to wszystko” zniknie i przestanie nas dotyczyć.
Nagle ze stanu nieświadomości nastał czas, którego nie potrafię dokładnie opisać. Telefon zapłakanego męża do proboszcza z pytaniem: co mamy robić? Nigdy nie słyszeliśmy o pogrzebie dziecka, które zmarło nienarodzone. Proboszcz poinformował, że możemy pochować nasze dzieciątko, mimo że nie było ochrzczone. Zaczęła się walka z czasem. Będąc już na sali operacyjnej, powiedziałam lekarzom, że chcemy sami pochować nasze dzieciątko. Lekarka po zabiegu poinformowała nas, że musimy teraz we własnym zakresie wykonać badania genetyczne w celu określenia płci. Odnieśliśmy wrażenie, jakbyśmy byli pierwszymi rodzicami, którzy chcą tak postąpić.
Powrót do domu i oczekiwanie na wyniki badań dał nam czas na umocnienie się w tym, że postępujemy w jedyny słuszny sposób. Moje odczucia i sen mojego męża, w którym, kilkuletni chłopczyk o urodzie aniołka śpiewa pastorałkę najpiękniejszym głosem jaki kiedykolwiek słyszał, przechadzając się wokół pięknego pomnika, jedynie potwierdziły wyniki badań, które otrzymaliśmy.
Nadaliśmy naszemu Syneczkowi imiona Piotr Szymon, napisaliśmy do niego list, dołączyliśmy medalik z Matką Boską oraz biały różaniec z Medjugorie i włożyliśmy do urny. Mogliśmy Piotrusia godnie pożegnać przez dokonanie pochówku na naszym cmentarzu.
Pomimo tego, że nasz Syneczek był z nami tak krótko, bardzo go pokochaliśmy i na zawsze zostanie w naszych sercach. Świadomość, że codziennie mamy możliwość przyjść na jego grób, pomodlić się, porozmawiać z nim, zapalić świeczkę, pomaga nam w jakimś stopniu w przeżywaniu żałoby. Wierzymy, że teraz jest naszym Orędownikiem w Niebie.
Zobacz całą zawartość numeru ►