Najbardziej rozpoznawalną jego akcją stała się hodowla „kóz-żywicielek”. Zwierzęta te, sprowadzane z Zachodu i hodowane w gospodarstwie parafialnym w Lipiu koło Białogardu, były rozdawane za darmo najbiedniejszym rodzinom, które dzięki temu mogły mieć mleko dla dzieci.
Kolejna karta z 90-letniej historii istnienia wspólnoty.
Romana Antonowicz, założycielka domowych hospicjów i wieloletnia wolontariuszka, opowiada o początkach ruchu hospicyjnego w Polsce, o kapłanie, który zmienił jej życie i o momencie, w którym stanęła nad przepaścią bólu.
Po nieco chłodnej nocy pierwszy postój jeszcze w polskim Rzepinie. Do kościoła za daleko, więc nasi księża celebrują Mszę w… korytarzu wagonu. Uczestniczą w niej tylko nasze wychylające się z przedziałów głowy.
Cieszyła się z każdej wizyty w internacie, dyskretnie dotykała dłońmi głowy dziewczynek, a w zimne poranki lub wieczory sprawdzała, czy dzieci są ubrane wystarczająco ciepło.