W Ewangeliach są fragmenty trudne do pojęcia, a nawet budzące sprzeciw, tak jak Ewangelia z ostatniej niedzieli o nieuczciwym rządcy albo ta dzisiejsza. Wierzę, że Słowo Boże jest prawdą, więc czytam, słucham, rozważam Je z nadzieją, że kiedyś zrozumiem…
Jeżeli mam naśladować Jezusa, iść przez życie – jak On – dobrze czyniąc, to dzisiejsza Ewangelia daje mi jasne wskazówki.
Jezus w dzisiejszej Ewangelii przestrzega przed rygorystycznym, ale bezdusznym wypełnianiem prawa.
Dziecko wie, a raczej wyczuwa, że samo nie może istnieć, dlatego oczekuje wszystkiego od rodziców, jednocześnie ufając, że otrzyma to, o co prosi.
Nie musimy wszystkiego rozumieć, ale nie bójmy się pytać.
„… gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno… by się nawróciły”
„Kimże On jest…?”
Ile we mnie jest z Boga, a ile z „władcy tego świata”?
Zdecydowana prośba, natarczywe żądanie? A może tęsknota za życiem z Bogiem?
Co wyrażamy, płacząc nad grobem bliskiej nam osoby?