Staram się jak ów człowiek z Ewangelii wypełniać przykazania i jak on pytam: „czego mi jeszcze brakuje, skąd ten smutek?”.
Konieczny jest ten „wkład własny” to moje „niewiele” oddane do Jego dyspozycji. Panu to wystarczy!
Ważniejsze od tego, czy doświadczymy znaku, jest zaufanie Bogu, iż mocen jest uczynić go – jeśli zechce. Bóg daje znaki, ale musimy otworzyć oczy i serce, aby je zobaczyć.
Kobieta cierpiąca na krwotok wierzyła, że Jezus ma moc ją uzdrowić, ale potrzebowała konkretu, dotyku. My też tego potrzebujemy. „A oni wyśmiewali Go.”
Tak łatwo oceniamy: ten jest dobry a ten zły. Tylko Bóg zna wnętrze człowieka i do Niego należy sąd!
Po której jestem stronie? Kogo słucham? Komu wierzę? Jezusowi czy „światu”?
„...poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta...”
Nigdy nie jesteśmy sami, nawet w największej samotności i najstraszniejszym cierpieniu jesteśmy we Wspólnocie Miłości Ojca, Syna i Ducha.
„Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego…”
„Szukacie Mnie dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie o ten (pokarm), który trwa na życie wieczne, a który do wam Syn Człowieczy”.