Służę duszpastersko chorym indywidualnie przybywającym do Sanktuarium, w szczególności udzielając im sakramentu namaszczenia chorych i spowiedzi. Równolegle pełnię obowiązki proboszcza w dziewiętnastu wioskach w okolicach Lourdes.
Czas w Sanktuarium był prawdziwie błogosławionym czasem. Było to dla mnie wydarzenie, którego wspomnienie jest wspierające na czas zwykłej, szarej codzienności. Wróciliśmy i przywieźliśmy tą dobrą atmosferę do domu, do rodziny.
Wiem, że z położonego u stóp Pirenejów Domu Maryi nie wraca się już takim samym. Niby często wszystko zostaje po staremu, a jednak bliskość Matczynego Serca Maryi ma niezwykłą moc przemieniania innych serc – tych ludzkich.
Lourdes to miejsce, do którego przybywają rzesze pielgrzymów, by poczuć bliskość bijącego Serca Maryi.
Oby tylko nie powtórzyła się historia z Betlejem z czasu, gdy na ziemi rodził się Bóg. Ewangelia relacjonuje, że nie było dla Niego miejsca w żadnej gospodzie. Tymczasem gospoda ludzkiego serca jest najlepszym miejscem, w którym może schronić się nie tylko Bóg, ale także potrzebujący człowiek.
Rozmowa z dr. Piotrem Strzelczykiem, pracującym w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach.
Najważniejsze objawienie miało miejsce 27 listopada 1830 r. Wtedy Matka Boża powierzyła Katarzynie specjalną misję.
Tylko Bóg jest jedynym i prawdziwym Władcą.
Dziękuję Bogu za wszystkie indywidualne spotkania z wieloma osobami doświadczonymi krzyżem choroby, niepełnosprawności, czy wieku.
Osoby chore są zatem w podwójny sposób osobami adwentu. Tak po ludzku – trwają w postawie oczekiwania. Oczekują na wizytę lekarza, na termin, gdy mogą iść do poradni, na wyniki badań, na powrót do sił. Ileż w tym wszystkim trzeba cierpliwości, nadziei i wytrwałości. Zaś patrząc oczami wiary – chorzy oczekują na Jezusa, który przyjdzie do nich wraz z posługą księdza, Jezusa, który przyjdzie do nich w święta, Jezusa, który przyjdzie na końcu czasów.